Jeszcze kilka lat temu kuna na dachu oznaczała głównie hałas i zniszczoną izolację. Dziś coraz częściej dochodzi do czegoś znacznie poważniejszego – uszkodzeń instalacji fotowoltaicznej. I to nie są pojedyncze przypadki. Na Zachodzie temat jest już dobrze znany, a koszty potrafią być naprawdę duże. W jednym z opisanych przypadków instalacja solarna o wartości około 16 000 CHF przestała działać przez… przegryzione przewody.
Dlaczego kuna interesuje się fotowoltaiką?
To najczęściej źle rozumiany temat. Kuna nie gryzie kabli dlatego, że coś z nich „je”.
To zachowanie wynika z instynktu – ciekawości, oznaczania terenu i eksploracji.
Instalacja fotowoltaiczna daje jej idealne warunki:
- pod panelami jest ciepło
- jest sucho i osłonięte
- nikt jej tam nie przeszkadza
Dla kuny to po prostu bardzo dobre miejsce do życia. A skoro już tam jest, zaczyna „pracować” – czyli gryźć, drapać i niszczyć.
Gdzie najczęściej dochodzi do uszkodzeń?
Największy problem nie jest widoczny na pierwszy rzut oka.
Najczęściej uszkodzenia pojawiają się:
- pod panelami, gdzie biegną przewody
- w miejscach łączeń instalacji
- przy przejściach przez dach
Kuna nie musi zniszczyć wszystkiego. Czasami wystarczy lekkie naruszenie izolacji kabla.
I tu zaczyna się problem.
Instalacja nadal działa, ale:
- traci wydajność
- pojawiają się błędy
- spada produkcja energii
A właściciel domu często przez długi czas nie wie, co się dzieje.
Ile mogą kosztować szkody po kunie?
To nie jest poziom „kilkaset złotych i po sprawie”.
W zależności od sytuacji:
- prosta naprawa kabla → kilkaset zł
- demontaż części instalacji → kilka tysięcy
- poważne uszkodzenia → nawet kilkanaście tysięcy zł
W opisanym przypadku zagranicznym cała instalacja przestała działać po kilku miesiącach od montażu.
I to jest kluczowe – problem często wychodzi dopiero po czasie.
Dlaczego w Polsce prawie się o tym nie mówi?
Bo to stosunkowo nowy problem. Fotowoltaika rozwija się bardzo szybko, a kuny… po prostu dostosowały się do nowych warunków. Dla nich to kolejne „miejsce na dachu”, które można wykorzystać. Na Zachodzie, gdzie instalacje są popularne od lat, temat jest już dobrze rozpoznany. U nas dopiero zaczyna się pojawiać – ale wszystko wskazuje na to, że będzie go coraz więcej.
Przypadek z Europy: kuna, która wyłączyła instalację fotowoltaiczną
Dobrym przykładem pokazującym skalę problemu jest opisany w materiałach technicznych ABB przypadek z Europy Zachodniej. Właściciel domu przez kilka miesięcy korzystał z nowej instalacji fotowoltaicznej bez żadnych problemów, aż nagle system przestał produkować energię. Początkowo podejrzewano awarię falownika lub błąd instalacyjny, jednak dokładna kontrola wykazała zupełnie inną przyczynę – uszkodzone przewody pod panelami. Okazało się, że kuna dostała się do przestrzeni pod instalacją i przegryzła izolację kabli, powodując przerwanie obwodu. Co istotne, nie był to jednorazowy incydent, ale efekt typowego zachowania tych zwierząt – gryzienia elementów instalacji elektrycznej niezwiązanych z pożywieniem. Jak podkreślają autorzy opracowania, kuny „gryzą kable nie tylko w samochodach, ale również w systemach fotowoltaicznych”, co prowadzi do realnych strat i konieczności stosowania zabezpieczeń już na etapie projektowania instalacji.
Wniosek
Kuna na dachu to już nie tylko problem hałasu czy ocieplenia. To realne zagrożenie dla instalacji elektrycznych i fotowoltaiki.
I właśnie dlatego warto patrzeć na to szerzej – nie tylko jako na pojedynczą usterkę, ale jako problem, który może generować bardzo konkretne koszty.
